
Kojarzycie scenę z filmu "Forrest Gump", w której Tom Hanks opowiada jak jego dziadek razem z kolegami przebierali się za duchy i ganiali po polach Murzynów? Pewnie nie, ale nieważne. Dzisiejszy kawałek będzie właśnie o tym facecie, który jak się zapewne domyślacie, był całkiem historyczną postacią. Nie przedłużając zatem - generał Nathan Bedford Forrest (1821-1877).


Forrest powrócił w rodzinne strony i wkrótce pod jego sztandar zaciągnęło się mnóstwo zwykłych rekrutów oraz równie dużo typów spod ciemnej gwiazdy. Kryteria naboru były proste - trzeba było umieć jeździć konno oraz chcieć zabijać Jankesów. Część żołnierzy Forrest zrekrutował również na własnej plantacji, powołując pod broń kilkudziesięciu największych, najsilniejszych i wzbudzających największy postrach Murzynów. Mieli oni walczyć po stronie Konfederacji w zamian za wolność. Do końca wojny zdezerterował jeden.
Jako dowódca, Forrest wsławił się kilkoma rzeczami. Po pierwsze, wykonywał szaleńcze rajdy na siły wroga i pozornie samobójcze szarże, przez co już po kilku miesiącach wojska Unii bały się jego kawalerzystów jak diabeł święconej wody. Po drugie, wprowadził jako standardowe uzbrojenie swoich kawalerzystów po kilka pistoletów Colta na głowę, przez co jego jazda dosłownie rozstrzeliwała piechotę Unii z bliskiej odległości. Po trzecie, zawsze osobiście prowadził żołnierzy do walki, przez co w czasie całej wojny stracił 30 koni i własnoręcznie posłał na tamten świat 31 Jankesów. Skomentował to krótko - "ostatecznie byłem jednego konia do przodu".
Kariera naszego bohatera rozwijała się w błyskawicznym tempie, głównie dlatego, że na ogół nie przegrywał bitew. W 1862 roku został generałem, a kolejny awans wywalczył w rok później, po tym jak zagroził śmiercią swojemu zwierzchnikowi za nieatakowanie Jankesów, które uznał za tchórzostwo. W 1864 ponownie było o nim głośno, tym razem w kontekście tzw. incydentu z Fort Pillow, gdzie ludzie Forresta wymordowali poddających się żołnierzy Unii, wśród nich także zbiegłych niewolników. W trakcie późniejszego śledztwa zeznał: "nie zauważyłem aby zamierzali się poddać".
Sukcesy Forresta nie mogły jednak przechylić szali na stronę Konfederatów i generał podobnie jak cała armia Południa zmuszony został do poddania się. Po wojnie przeżywał poważne problemy finansowe, gdyż jego główny biznes - handel niewolnikami został zlikwidowany wraz ze zniesieniem niewolnictwa.

W 1867 roku Forrest został wybrany na Wielkiego Czarownika Ku-Klux-Klanu, czemu do końca życia zaprzeczał, publicznie występując na rzecz pojednania i społecznego równouprawnienia ludności kolorowej. Tak czy inaczej, sympatyzował z KKK i jego wartościami, do końca życia pozostając dla południowców symbolem minionej chwały. Dziś dla Południa nadal pozostaje bohaterem, któremu stawia się pomniki (np. 13 lipca to w Tennessee "Dzień Generała Forresta"), zaś na Północy uważany jest za zbrodniarza wojennego. Dla historyków wojskowości jest prekursorem doktryny piechoty zmechanizowanej a dla nas jest dowodem na to, że w niektórych sytuacjach bycie wielkim drabem wystarcza do odniesienia sukcesu w życiu.

Kącik żenującego żartu szowinistycznego im. Generała Forresta przedstawia:
OdpowiedzUsuń1.
- Co ma Murzyn białego?
- Dłonie?
- Nie, właściciela.
2.
- Co to jest: okrągłe i nie lubi Żydów.
- Cała Ziemia.