Rio de Janeiro z początku XX wieku nie było miejscem, do którego chcielibyście pojechać na wakacje. Szczerze mówiąc, to ja nawet dziś bym tam nie pojechał, ale są tacy, co jeżdżą. Podobno niektórzy wracają i tylko co drugi ma AIDS. No dobra, dość głupich osobistych dygresji. Zacznijmy jeszcze raz.
Rio de Janeiro z początku XX wieku nie było miejscem, do którego chcielibyście pojechać na wakacje. Brak podstawowej infrastruktury (kanalizacja, wodociągi, wysypiska śmieci) oraz jakiejkolwiek polityki sanitarnej (nie wywożono śmieci, z ulic nie uprzątano nieczystości) sprawiały, że miasto to stanowiło idealny poligon do badania procesu rozprzestrzeniania się różnych chorób w warunkach miejskich. I tak, tylko w latach 1894 -1904 przez miasto przetoczyły się następujące epidemie:
- odra
- gruźlica
- tyfus
- trąd
- żółta febra
- ospa wietrzna
- dżuma
Ukoronowaniem kampanii miała być wielka akcja szczepień ochronnych, zaplanowana na 1904 rok. Tak jak i całą wojnę z chorobami, szczepienia przeprowadzano z właściwym ratuszowi wdziękiem i polotem. 31 października 1904 wprowadzono Ustawę o przymusowych szczepieniach, na mocy której już 1 listopada uzbrojone oddziały policji zaczęły wpadać nocą do domów, wywlekać śpiących ludzi na ulice gdzie w specjalnych pojazdach wbijano w nich igły i wstrzykiwano podejrzanie wyglądające substancje.
Ludzie mieli już dość. Nie tylko wyburza im się domy nie informując o tym i nie zapewniając innego dachu nad głową, to jeszcze chce się ich otruć! Szczepienia, dobre sobie! Jakby to miało pomagać, to ludzie sami by przyszli i nie trzeba by ich było siłą zmuszać. Słowem - miejsce rzetelnej informacji, której całkowicie zabrakło, zajęły podejrzenia, plotki i strach. Najbiedniejsi mieszkańcy Rio wyszli na ulice.
5 listopada powstała Liga Przeciwko Obowiązkowym Szczepieniom, która domagała się uszanowania prawa ludzi do zapadania na dowolne choroby i zaprzestania szczepień. Liga zorganizowała protesty, które przerodziły się w zamieszki. Między 10 a 16 listopada 1904 roku większa część Rio de Janeiro została spalona i splądrowana przez szalejący tłum, do którego z nieznanych przyczyn przyłączyli się słuchacze szkół oficerskich, rzecz jasna z bronią w ręku. Rząd zawiesił szczepienia i wprowadził na ulice wojsko. W efekcie, rebelię stłumiono a aresztowanych buntowników zesłano do odległych regionów Brazylii, gdzie zapewne zmarli na różne tajemnicze choroby. Zginęło 30 osób, 110 zostało rannych.

to było złe
OdpowiedzUsuńco na to L. Pasteur?
Niestety nie dysponujemy informacjami, które w jakimkolwiek stopniu rzucałyby światło na jego stanowisko w tej sprawie.
OdpowiedzUsuń